Pomnik Lotnika

Inicjatywa budowy Pomnika Lotnika (okres międzywojenny)

Zaraz po ukończeniu wojny 1920 roku, w gronie oficerów lwowskiego lotnictwa narodziła się inicjatywa zbudowania pomnika ku czci kapitana pilota Stefana Bastyra. O wykonanie tego zadania zwrócono się do rzeźbiarza profesora Edwarda Wittiga. Miłośnika lotnictwa i osoby posiadającej dużą wiedzę z tego zakresu. Rzeźbiarz jednak odmówił. Argumentując, że zadanie to powinno być powierzone jakiemuś lokalnemu, lwowskiemu artyście. Na powtórną jednak prośbę wykonał notatkę rysunkową, a następnie w 1921 roku szkic w glinie „sam sobie pozując w lustrze” [1].

Lokalna inicjatywa zbudowania pomnika przybrała wkrótce rangę sprawy ogólnonarodowej. 10 października 1922 roku powołano Komitet Projektu Budowy Pomnika ku czci Poległych Lotników. Monument miał uhonorować lotników, którzy polegli w czasie wojen prowadzonych przez Polskę w latach 1918 – 1920. Wkrótce jednak zmienił swą ideową wymowę. Nabrał wymiaru uniwersalnego, symbolu lotnictwa.

W publikacji Ku czci poległych lotników: księga pamiątkowa, która towarzyszyła odsłonięciu monumentu czytamy:

…wystawienie projektowanego pomnika będzie nie tylko uczczeniem pamięci tych, którzy polegli w obronie ojczyzny na wszystkich jej rubieżach, lecz będzie widomym trwałym symbolem lotnictwa wobec całego społeczeństwa [2]

Z opracowania tego dowiadujemy się także:

Komitet Budowy Pomnika, świadom ważności aktu, jaki w życiu Narodu powinien stanowić moment odsłonięcia Lotnika, pragnął akt ten związać z obchodzonym corocznie świętem Niepodległości – z dniem 11-go listopada. W tym celu komitet zwrócił się do Sprawcy i twórcy tego święta, Pierwszego Marszałka Polski i Ministra Spraw Wojskowych, Józefa Piłsudskiego, z prośbą o wyrażenie zgody, aby uroczystość odsłonięcia pomnika mogła się odbyć 11-go listopada 1932 r. Marszałek Piłsudski wyraził Swą zgodę na prośbę komitetu, ustanawiając w ten sposób nie tylko dla lotnictwa, lecz także dla całego kraju, akt doniosłego znaczenia, a mianowicie: pierwsze polskie Święto Lotnicze ma się odbyć w tym samym dniu, co i corocznie obchodzone Święto Niepodległości [3].

Do posągu pozował artyście oficer lotnictwa – Leonard Lepszy [4] (pierwszy z lewej, zdjęcie udostępnione FotoOchocie przez rodzinę majora Leonarda Lepszego).

Major Leonard Lepszy po lewej. Zdjęcie udostępnione przez rodzinę majora

Jako miejsce usytuowania monumentu wybrano Plac Unii Lubelskiej w Warszawie, stolicy odrodzonego państwa. Z prośbą o wykonanie projektu zwrócono się do Edwarda Wittiga. Koszty budowy pomnika zostały pokryte ze składek uzyskanych od społeczeństwa oraz imprez lotniczych i rozrywkowych. W maju 1924 roku powstał gipsowy odlew w skali 1:50. W związku z koniecznością dostosowania pomnika do jego umiejscowienia na Placu Unii Lubelskiej, ustalono figurę na 5,95 m, a cokół 9,07 m. Glinę do budowy posągu sprowadzono z Francji, ponieważ dostępna w Polsce nie umożliwiłaby wykonanie tak dużej postaci.
Uroczystości związane z odsłonięciem „Lotnika” były bardzo uroczyste i trwały trzy dni. Dziesiątego listopada o godzinie 20-tej na Lotnisku Mokotowskim  odbył się Apel Poległych. (W pewnym sensie można zatem dopatrywać się związku przedwojennego „Lotnika” z współczesną Dzielnicą Ochota).Odsłonięcie przedwojennego Pomnika Lotnika

Część lotniska od ulicy Topolowej (obecnie Aleja Niepodległości) [5], rozjarzoną reflektorami, zapełniły tłumy publiczności. W pośrodku, lasem pochodni wycinający się kwadrat, zajęły ustawione w czworobok oddziały i delegacje wszystkich formacyj lotniczych i balonowych… W pokrywie jesiennego, gęstego mroku nocnego – reflektory drążyły świetlne goścince, których kres gubił się gdzieś o szeregi wojska i obejmujące w nieuchwytnej dali. Twarze oficerów i żołnierzy w blaskach pochodni, zwarte nieruchomo szeregi wojska i obejmujące czworobok ciemne ramy tłumów – wszystko nabrało niezwykłej surowości i powagi. W dostojnej ciszy słychać było każdy trzask pochodni, każde szczęknięcie broni. Ciszą targnęła ostra komenda – oddziały sprezentowały broń i w mroczną przestrzeń popłynęła melodia Hymnu Narodowego. [6]

Główne uroczystości odbyły się o godzinie trzynastej „Dnia 11 listopada 1932 roku, kiedy Prezydentem Rzeczpospolitej był prof. Ignacy Mościcki, a Ministrem Spraw Wojskowych Pierwszy Marszałek Polski Józef Piłsudski…” [7]

„Do późnego wieczora dążyły do Placu Unji Lubelskiej rzesze warszawian, by oglądać spiżowy hołd, bohaterom podniebnych szlaków” [8]

Zakończeniem uroczystości była akademia (w sali Rady Miejskiej) ku czci lotników poległych w czasie wojny 1918 – 1920. A w dniu 12 listopada w Instytucie Propagandy Sztuki otwarto wystawę dzieł Edwarda Wittinga.

Zagadnienia techniczne oraz walory artystyczne

Powstanie Pomnika Lotnika było bardzo trudnym przedsięwzięciem. Autor musiał wziąć pod uwagę lokalizację na Placu Unii Lubelskiej. W Warszawie nie istniała pracownia mogąca umożliwić wykonanie pomnika o tak dużych rozmiarach. Do tego celu przystosowano budynek dawnej ujeżdżalni, znajdującej się w przybudówkach Pałacu Prymasowskiego. Projekt gipsowy został przyjęty 18 stycznia 1928 roku. Odlew w brązie został wykonany w Polsce przez firmę Kranc i Łempicki. Było to bardzo ważne wydarzenie, ponieważ do tej pory tak duże pomniki były odlewane za granicą. Firma ta wykonała także schody i cokół. Umieszczenie posągu na Placu Unii Lubelskiej było nie lada wyzwaniem. Wymagało bowiem podniesienia i ustawienia ciężkiej, ważącej pięć ton figury na wysokość dziesięciu metrów. Architektoniczne rozwiązania pomnika zostały opracowane przez Antoniego Jawornickiego.

Pomnik wyglądał na postać z grubsza tylko wyciosaną w bryle o sześciu płaszczyznach; postać tę poddano trafnie zamierzonej regule konstrukcyjnej. Zamiar rzeźbiarza polegał na koncepcji skrzyżowania ludzkiej postaci ze śmigłem i na pomysłowym przydaniu tej statycznej grupie polotu, niemalże lekkości.[9]

Dzieło Wittinga spotkało się z entuzjastycznym przyjęciem. Walory artystyczne monumentu zostały docenione nie tylko w Polsce. W wielu krajach, pojawiły się pozytywne głosy.  „Lotnika” określano jako „idealne dzieło sztuki”, „dzieło nowoczesne”. Podkreślano jego ”oryginalność i śmiałe odejście od banalnych skojarzeń – boskich skrzydeł, czy analogii do Ikara”. Nawet nieprzyjazna Polsce niemiecka prasa, umieściła artykuł w którym czytamy:

Ten pomnik jest idealnym dziełem sztuki…. Obszerny strój lotnika, śmigło, diagonalnie związane, i inne atrybuty lotnictwa, tkwiące w podstawie – tworzą z figurą jedność, która zarówno w częściach jak i w całości – wywiera ogromnie silne wrażenie – nowoczesnego, a przy tym klasycznego kamiennego eposu. [10]

 

Druga wojna światowa

Niespełna jedenaście lat od odsłonięcia pomnika w pierwszych dniach października 1943 roku rzeźba została zdjęta z cokołu i przeznaczona do przetopienia ”dla celów wojennych w ramach akcji zbiórki złomu rezerw metali kolorowych” [11]. Z postaci na cokole pozostały jedynie buty. „Lotnik” mimo wojny był otaczany troskliwą opieką warszawiaków. Wyrazem tego były kwiaty, zawsze leżące u jego podstawy [12]. Odgrywał ważną rolę społeczną, niósł nadzieję na zwycięstwo. Nie uszło to oczywiście uwadze okupanta.

 

Pomnik Lotnika na Ochocie

Rekonstrukcja po wojnie

Pomnik Lotnika zniszczony w czasie wojny, nie został jednak zapomniany. Temat rekonstrukcji pojawiał się w radio, telewizji i prasie. O odbudowę postulowały na swoich łamach czasopisma: Skrzydlata Polska, Wiraże oraz Stolica. W numerze ósmym Stolicy z  1959 roku wydrukowany został tekst Janusza Meissnera, pilota ze szkoły pilotów rocznika 1919. Janusz Meissner wspominał swoich kolegów oraz emocje związane z odsłonięciem monumentu. Artykuł ten stał się początkiem dyskusji na temat „Lotnika”, jego historii i możliwości odbudowy.

Szczątki pomnika odnaleziono w roku 1945 wśród złomu na terenie fabryki Lipopa, nie nadawały się jednak do rekonstrukcji [13]. W parku na Gocławku zachowała się podstawa (niestety przecięta na cztery części) – z podpisem projektanta Antoniego Jawornickiego oraz fragmenty cokołu.

W artykule Tadeusza Łopieńskiego: Losy warszawskiej rzeźby monumentalnej można przeczytać:

Już od listopada 1965 roku trwały pracę nad rekonstrukcją pomnika prowadzone przez profesora Alfreda Jesiona. Brak było jednakże dokumentacji i rzeźbiarz dysponował początkowo jedynie zdjęciami zrobionymi w Instytucie Sztuki, Archiwum Dokumentacji Technicznej i Bibliotece ASP. W trakcie pracy prof. Jesion otrzymał z Muzeum Narodowego szkic autorski rzeźby wysokości 70 cm [14].

Zastanawia mnie – jak ta przytoczona wyżej informacja ma się do faktu, iż już w 1959 roku, w czasopiśmie Stolica (1959 roku nr 15 s. 23) zamieszczono list Jerzego Bukowskiego, kierownika Katedry Aerodynamiki Politechniki Warszawskiej tej treści:

„Jako mały przyczynek do ewentualnej rekonstrukcji „Lotnika” na Placu Unii pozwalam sobie przesłać kilka zdjęć, zachowanego w katedrze Aerodynamiki Politechniki Warszawskiej, modelu pomnika (brąz – wysokość bez cokołu, samej postaci 0,25 m). Model ten znajdował się poprzednio na Wydziale Lotniczym b. Szkoły Inżynierskiej im. Wawelberga i Rotwanda, skąd w r. 1951 przekazał go mojej katedrze Prof. Cz. Bieniek. Czy istnieje więcej kopii modelu pomnika, nie wiem. Myślę, że w przypadku odtworzenia pomnika ta dość wierna jego kopia, jaką stanowi podana na zdjęciu statuetka, może okazać się przydatna” [15].

Odbudowa Pomnika Lotnika nabrała realnych barw w momencie gdy grupa osób związanych z lotnictwem, a jednocześnie pełniących funkcję radnych w Dzielnicy Ochota złożyła formalny wniosek. Byli to: E. Rączka, J. Thierry, M. Bystrzycka, M. Bordycki, P. Duch, R. Pawulski, J. Płossa i D. Kwasowa. Wniosek radnych zyskał aprobatę władz cywilnych i wojskowych. Koszty wykonania pokryto z zasobów Społecznego Funduszu Odbudowy Stolicy [16].

Pomnik Lotnika nie mógł wrócić na swoje dawne miejsce na Placu Unii Lubelskiej. W międzyczasie nastąpiła przebudowa placu, położono tory tramwajowe. Jako nowe miejsce lokalizacji już w 1965 roku, pisarz Stanisław Strumph-Wojtkiewicz zaproponował Aleję Żwirki i Wigury [17].

Misję rekonstrukcji „Lotnika” powierzono artyście rzeźbiarzowi Alfredowi Jesionowi, gdyż autor – Edward Witting zmarł w roku 1941. Planowane umieszczenie monumentu na Ochocie spotkała się z bardzo pozytywną reakcją mieszkańców Warszawy. Oto przykład listu zamieszczonego w Stolicy:

Aleja Żwirki i Wigury ze wszystkich miar jest doskonałą lokalizacją – myślę tu o najbliższych okolica ronda: Raszyńska – Żwirki. W ten sposób aleja zyskałaby godny wspaniałej arterii akcent, a bliskość Dowództwa Wojsk Lotniczych i charakter ulicy wiodącej na Okęcie predysponowałaby taką właśnie lokalizację. Niebagatelny byłby również fakt, że Lotnik będzie jednocześnie blisko miasta, blisko Pola Mokotowskiego – dawnego lotniska… [18]

Odlew posągu w brązie wykonano w sierpniu 1967 roku w Gliwickich Zakładach Urządzeń Technicznych. Niespodziewane odnalezienie głowy spiżowego lotnika dłuta Edwarda Wittinga potwierdziło obawy Alfreda Jesiona co do wykończenia faktury brązu, którą w rekonstrukcji nadmiernie wygładzono [19].

Postument i otoczenie zaprojektował Zygmunt Stępiński. Pomnik Lotnika wykonany przez Jesiona jest tak zwaną kopią konserwatorską. Termin ten oznacza, że kopia różni się od oryginału wymiarami, co pozwala uniknąć pomyłki w ich odróżnieniu. „Lotnik” mierzy około pięciu metrów wysokości, a więc o 0,90 mniej niż oryginał. Brązowa figura waży pięć ton.

Cokół wykonano z jasnego granitu, wydobytego z kamieniołomów śląskich. Wymiary podstawy – 9,07 metra, pokrywają się z pierwowzorem. Na frontowej ścianie cokołu wyrzeźbiono symboliczną, lotniczą szachownicę.

9 września 1967 roku, na skwerze u zbiegu Alei Żwirki i Wigury z ulicą Wawelską odsłonięto wiernie odtworzony Pomnik Lotnika. Uroczystości towarzyszyła promocja podchorążych Technicznej Szkoły Wojsk Lotniczych i Oficerskiej Szkoły Radiotechnicznej oraz defilada lotnicza, którą otworzyły trzy samoloty CSS-13, a zamknęły myśliwce bombardujące SU-8. Uroczystość zakończona została defiladą pocztów sztandarowych.

Nie jest to jednak koniec opowieści o „Lotniku”, post scriptum dopisała współczesność.

 

Powrót Znaku Polski Walczącej na cokół Pomnika

26 września 2010 roku (na dzień przed 71 rocznicą powstania Szarych Szeregów) na cokole monumentu odsłonięto symbol w kształcie kotwicyZnak Polski Walczącej. Replikę tej, którą 2 maja 1942 roku wymalował Jan Bytnar „Rudy”, jedna z legend Polski Podziemnej.

„Lotnik”,  jak wiemy znajdował się wówczas na Placu Unii Lubelskiej, a więc i u wylotu Alei Szucha, gdzie mieściła się komenda Gestapo. Akcja Rudego była więc niezwykle odważna i brawurowa. Wydarzenie to opisał Aleksander Kamiński  w książce „Kamienie na szaniec” 

„Któregoś dnia Rudy postanowił wymalować wielką kotwicę na pomniku Lotnika, stojącym w centrum placu unii Lubelskiej”. By zamiar wprowadzić w czyn, zdecydował  za pomocą swoich kluczy do lamp elektrycznych i przy pomocy kolegów pogasić wszystkie lampy na Placu i w mroku ciemności wymalować kotwicę. Chytry plan gwarantował bezpieczeństwo i powodzenie. Pierwsza jego cześć wykonana została bez zarzutu. O późnym zmroku światła pogaszono i Rudy w jednej z najbliższych bram szykował się ze swoim wiecznym piórem do ataku na pomnik. Tymczasem w ostatniej chwili licho przyniosło mistrza od gaszenia i zapalania ulicznych latarń. Ten najpierw zdumiał się, widząc ciemny plac, a potem pośpiesznie zaczął zapalać lampy. Kiedy wreszcie odszedł, była za piętnaście minut dziesiąta, to znaczy za kwadrans zaczynała się godzina policyjna. O ponownym zgaszeniu lamp mowy już być nie mogło. Trzeba było albo zaniechać roboty, albo natychmiast malować kotwicę. U umykać do domu, by nie zostać zatrzymanym przez nieprzyjacielski patrol uliczny. I Rudy – ten intelektualista żyjący w świetle myśli ludzkiej – wbrew rozsądkowi wybrał szaleńczą decyzję. Wyjmując swe wieczne pióro, począł iść szybko ku pomnikowi; jego przyjaciele, stojący w różnych częściach placu, zamarli w niepokoju… W pełnym świetle szeregu lamp mała postać Rudego zbliżała się do stojącego w samotnym centrum pomnika. Już podszedł, skacze na stopnie i gdzieś wysoko w górze zaczyna malować kotwicę. Gdy to robi, na placu panuje zwykły o tej porze i w tym miejscu ruch. Jeżdżą tramwaje, przejeżdżają auta, śpieszą do domów dziesiątki zapóźnionych przechodniów. Każda sekunda obserwującym to wszystko kolegom Rudego wydawała się wiecznością. Lada moment mogło stać się coś bardzo złego. Nic się jednak nie stało. W minutę potem Rudy siedział już na rowerze i razem z Zośką pędził do domu” [20]

 

Jan Bytnar znak „Kotwicy” namalował czarną farbą na cokole za pomocą pióra” z wysięgnikiem [21]. Zważywszy na wysokość na jakiej znajduje się symbol, od razu nasuwa się pytanie – w jaki sposób możliwe było jego namalowanie. A oto odpowiedź:

Dla umieszczania znaku w miejscach mało dostępnych, a więc trudnych do jego usunięcia, wymyślono też specjalne „wieczne pióro”. Był to składany, możliwy do ukrycia nawet pod marynarką zestaw. Składał się z długiego na ok. 2 m kija składanego z kilku rozłączalnych segmentów. Na końcu tak zestawionej tyczki umieszczona była mała puszka z farbą do malowania, z wojłokowym knotem, który wystawał na zewnątrz. Knot był „piszącą stalówką”. Urządzeniem takim można było, przy pewnej wprawie, napisać i umieścić coś na szyldzie nad sklepem czy instytucją lub wysoko gdziekolwiek indziej. [22]

 

Znak ten, oglądany przez warszawiaków został dobrze zapamiętany i pozostał bardzo długo nie skasowany przez ówczesne władze niemieckie. Sfotografował go m.in. polski „cichociemny” Stefan Bałuk, zrzutek z Londynu, wyposażony specjalnie w aparat fotograficzny [23]

Dla ścisłości należy jeszcze dodać, że podczas okupacji, także po drugiej stronie pomnika pojawiła się kotwica, tym razem namalowana przez Janka Guta.

Umieszczenie replika kotwicy Rudego, to efekt  starań Tymoteusza Duchowskiego pseudonim „Motek”, (komendanta warszawskiego oddziału Szarych Szeregów) oraz generała Stefana Bałuka (autora słynnego zdjęcia kotwicy na pomniku Lotnika z 1942 roku). Kotwica jest metalowa, czarna, wykonana dokładnie po obrysie tamtej, namalowanej przez „Rudego”. [24]

W Encyklopedii Warszawy wydanej przez Wydawnictwo Naukowe PWN, w 1994 roku, zakradł się błąd. Podano informację, że okupanci zniszczyli pomnik w 1940 roku.  Notabene tuż obok umieszczono zdjęcie Stefana Bałuka z podpisem, że zostało zrobione w 1942 roku.

 

Spory o kotwicę

Kilka lat temu na pomniku namalowano, białą farbą (od szablonu) znak kotwicy w ramach akcji „Pamiętamy”. Akcja ta, także w przypadku Pomnika Lotnika budzi emocje i duże kontrowersje. Autorzy białej kotwicy są przez jednych odżegnywani od czci i wiary. Mają też jednak swoich obrońców, argumentujących że:

gdy ktoś szanujący naszą historię namalował symboliczną pamiątkę po znaku Rudego, – to „nabazgrał”. „symbol nabazgrany przez graficiarzy! Przecież w 1943 przez „Rudego” też był nabazgrany [25]

Faktem jest, że znak umieszczony przez Rudego był czarny, lecz nie metalowy. „Nielegalna” kotwica choć biała, to malowana farbą, czyli materiałem zbliżonym do atramentu. Kształtem jednak niewiele przypomina pierwowzór. A raczej przypominała, bo została usunięta gdy pojawiła się ta bardziej elegancka. Ci którzy chcą się spierać. Niech się spierają.

Pozytywnym aspektem tych sporów jest fakt, że o pomniku mówi się.  „Lotnik żyje’’.  Nie jest tylko martwym obiektem, który mija się obojętnie. Mam nadzieję, że napisany przeze mnie tekst wzbogacił Państwa wiedzę. I z nowej perspektywy spojrzą Państwo na „Lotnika” – choćby stojąc w korku.

 

Monika Moroz 

 


[1] U twórcy pomnika. Rozmowa z profesorem Wittigiem. Lot Polski. 1932,  nr 11, s. 2.

[2] Stanisław Borowy (oprac.) ; Marian Romeyko (red.): Ku czci poległych lotników: księga pamiątkowa. Warszawa 1933, s. 392 Pozycja dostępna w Wielkopolskiej Bibliotece Cyfrowej http://www.wbc.poznan.pl/dlibra/docmetadata?id=71014&from=publication

[3] Stanisław Borowy  (oprac.) ; Marian Romeyko (red ): Ku czci…,  s. 404

[4] Tadeusz Łopieński: Losy warszawskiej brązowej rzeźby monumentalnej po 1939 roku. Kronika Warszawy. 1976, nr 4/28 s. 62, 63 a także w publikacji, Sobieraj Tadeusz: Pomniki Warszawy. Warszawa  1985, s. 86

[5] Przypis autora artykułu

[6] Ku czci poległych lotników… s. 404

[7] Skrzydlatym Pomnik. Lot Polski. 1932, nr 12, s. 2.

[8] Tamże

[9] Stanisław Strumph-Wojtkiewicz. Warszawski epos lotniczy w brązie. Stolica 1965, nr 15-16, s. 18

[10] Tamże

[11] Tadeusz Łopieński. Losy warszawskiej brązowej rzeźby monumentalnej po 1939 roku. Kronika Warszawy. 1976, nr 4/28 s. 62, 63.

[12] Aleksandra Sikora. Pomnik Lotnika. Centralne Archiwum Wojskowe Biuletyn Wojskowej Służby Archiwalnej. 1999, nr 22. (Cytat za W. Rychter, Skrzydlate wspomnienia, Warszawa 1980, s. 202)

[13] Tadeusz Sobieraj: Pomniki Warszawy. Warszawa 1985, s. 48

[14] Tadeusz Łopieński. Losy warszawskiej…

[15] Jerzy Bukowski. Model Lotnika zachował się w Warszawie. Stolica. 1959, nr 15 s. 23.

[16] Stanisław Strumph-Wojtkiewicz. Warszawski epos lotniczy…

[17] Powrót „Lotnika”. Skrzydlata Polska. 1967, nr 37, s. 3.

[18] Pomnik Lotnika – niechże stanie. Stolica. 1965, nr 23 s. 4.

[19] Tadeusz Łopieński. Losy warszawskiej…

[20] Aleksander Kamiński. Kamienie na Szaniec. Warszawa 1999, s.129

[21] Andrzej Gładkowski. Kotwica walcząca : dzieje znaku Polski Walczącej. Warszawa 2008, s.32.

[22] http://www.syrenigrod.fotolog.pl/kotwiczka-polski-walczacej,1853357,komentarze.html

[23] Andrzej Gładkowski. Kotwica walcząca…

[24] Grzegorz Lisicki http://warszawa.gazeta.pl/warszawa/1,34889,8084810,Kotwica_namalowana_przez__Rudegowraca_na_pomnik.html oraz http://warszawa.gazeta.pl/warszawa/1,34880,8428041,Kotwica__Rudego__wrocila_na_pomnik_Lotnika.html

[25] Forum. Gazeta.pl http://forum.gazeta.pl/forum/w,752,113629458,,Kotwica_namalowana_przez_Rudego_wraca_na_pomnik.html?v=2

 

Bibliografia

Źródła drukowane:

  1. Bondaryk Paweł i in.: Lotnictwo w kulturze i sztuce do końca II wojny światowej. W: Historia lotnictwa w Polsce. Warszawa, 2011, s. 96-98.
  2. Borowy Stanisław; Romeyko Maria (red.): Ku czci poległych lotników: księga pamiątkowa.  Warszawa 1933, s. 392. Pozycja dostępna Wielkopolskiej Bibliotece Cyfrowej http://www.wbc.poznan.pl/dlibra/docmetadata?id=71014&from=publication
  3. Bukowski Jerzy: Model Lotnika zachował się w Warszawie. Stolica, 1959, nr 15 s. 23
  4. Encyklopedia Warszawy red. Barbara Petrozolin-Skowrońska. Warszawa Kamiński Aleksander: Kamienie na Szaniec. Warszawa 1999.
  5. Łopieński Tadeusz: Losy warszawskiej brązowej rzeźby monumentalnej po 1939 roku. Kronika Warszawy, 1976,  nr 4/28 s. 62, 63.
  6. Pawlak Jerzy: Polskie eskadry w latach 1918-1939. Warszawa 1989.
  7. Powrót „Lotnika”. Skrzydlata Polska, 1967,  nr 37, s. 3.
  8. Rychter Witold: Skrzydlate wspomnienia. Warszawa 1980.
  9. Skrzydlatym Pomnik. Lot Polski, 1932, nr 11, s. 2.
  10. Sobieraj Tadeusz: Pomniki Warszawy. Warszawa 1985.
  11. Strumph-Wojtkiewicz Stanisław: Warszawski epos lotniczy w brązie. Stolica, 1965, nr  15/16, s. 18
  12. U twórcy pomnika: Rozmowa z profesorem Wittigiem. Lot Polski, 1932,  nr 11, s. 2.

Publikacje dostępne w Internecie

  1. http://www.syrenigrod.fotolog.pl/kotwiczka-polski-walczacej,1853357,komentarze.html
  2. Lisicki Grzegorz. Kotwica namalowana przez Rudego wraca na pomnik http://warszawa.gazeta.pl/warszawa/1,34889,8084810,Kotwica_namalowana_przez__Rudego__wraca_na_pomnik.html
  3. Lisicki Grzegorz. Kotwica Rudego wróciła na Pomnik Lotnika http://warszawa.gazeta.pl/warszawa/1,34880,8428041,Kotwica__Rudego__wrocila_na_pomnik_Lotnika.html
  4. Sikora Aleksandra: Pomnik Lotnika. Centralne Archiwum Wojskowe Biuletyn Wojskowej Służby Archiwalnej, 1999, nr 22. http://www.caw.wp.mil.pl/biuletyn/b22/b22_11.pdf

1 Komentarz:

  1. Pingback: Lotnicza Ochota

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *